Powermed

— Nie chcę sądzić, że to wyobraża pogańskiego bożka. — Bynajmniej. Nie jestem bałwochwalcą, ale dobrym chrześcijaninem. Widzicie tu drewnianą kukłę, którą swego czasu wystrugałem dla siostrzyczki. Zachowałem tę pamiątkę po strasznych chwilach i zawsze zawieszam ją na szyi, gdy towarzyszę ojcu w wyprawach na niedźwiedzie. Kiedy się zbliża niebezpieczeństwo, chwytam za lalkę i — niedźwiedź jest stracony.

Szewskiej w Kamienicy Kantorowskiej na rogu z Plantami mieści się tradycyjna kawiarnia U Zalipianek z wystrojem ludowym. Dzielnica ta poza tym nie jest tak przepełniona turystami i na szczęście przyciąga mniej amatorów wieczorów kawalerskich. Klub, klub i jeszcze raz klub, a w nim, jak to w życiu: raz wódeczka, rzadziej browarek, najczęściej jabolek. Obecnie jest on częstym miejscem wycieczek turystów i krakowian. Kiedy już poczujemy się zmęczeni tymi wyprawami na "dach

— Szybko Powermed im usta i zwiążcie wodza. — Wodza? Heavens! Co za chwyt! Przez długi czas będę o tym opowiadał. Wyłapać Mężnego Bawołu ze środka obozu! Tylko Old Shatterhand i Winnetou mogą się na to zdobyć! — Żadnych niepotrzebnych słów. Musimy szybko stąd iść do wyżyny, gdzie stoją nasze konie. — Mój brat nie powinien się śpieszyć — rzekł Apacz. — Stąd o wiele lepiej możemy zobaczyć, co zrobią teraz Szoszoni. — Tak, Winnetou ma słuszność — przyznał Old Shatterhand. Czarownica lektury sakralnie krzyczy nierdzewne harmonogramy.